Monitoring IP w lesie? To ma sens!

Poszukiwanie leśnych podpalaczy trwa niekiedy kilka lat. Czasem ich odnalezienie jest niemożliwe, ponieważ śladów i poszlak jest zbyt mało. Okazuje się, że rozwiązaniem tego problemu może być monitoring IP montowany wśród drzew. Przymocowana kamera wśród drzew jest niewidoczna, a może nakryć podpalacza na gorącym uczynku. Wtedy zdecydowanie łatwiej jest odnaleźć sprawcę i rozpoznać jego twarz. 

Przykładem takiego zdarzenia jest seria podpaleń w Nadleśnictwie Myszyniec (RDLP w Olsztynie), gdzie dochodziło do częstych pożarów. Miały one różny zasięg, niekiedy były niezwykle rozległe i wymagały działań ze strony kilkunastu jednostek strażackich, a nawet samolotów gaśniczych. Przyczynę pożaru znano od samego początku, wszystko wskazywało na działanie nieznanego podpalacza. Co ciekawe do zdarzeń dochodziło przez 4 lata, jednak podpalacz wciąż pozostawał nieuchwytny. W czerwcu tego roku las ponownie zapłonął, jednak bardzo szybko ustalono sprawcę.  Niestety okazało się, że jest nim strażak pełniący na co dzień służbę w okolicznej jednostce OSP. 

Straż Leśna Nadleśnictwa Myszyniec bardzo szybko zatrzymała seryjnego podpalacza lasu. Sprawcę udało się odnaleźć głównie dzięki nagraniu z monitoringu leśnego, który pozwolił zidentyfikować nieuchwytnego piromana. Były już strażak przyznał się do podpaleń, tylko w tym roku dokonał ich co najmniej kilka. Sprawą zajmie się teraz prokuratura. Ten przykład pokazuje jak skuteczne może być zastosowanie kamer kosztujących zaledwie kilkaset złotych. Dzięki temu nie tylko da się łatwiej i szybciej ustalić sprawcę, ale i zapobiec podpaleniom narażającym skarb państwa na wielomilionowe straty.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *