Pożar w rezerwacie Karaska, przykład niszczycielskiego żywiołu.

To historia sprzed kilku lat, ale pokazująca nam jak silny potrafi być ogień i jak trudny w opanowaniu. Potencjalnie wilgotne środowisko w postaci torfu na szerokiej powierzchni stało się miejscem jednego z większych pożarów w powiecie ostrołęckim. Przyczyną pożaru był niestety człowiek, na miejscu wykryto oponę będącą źródłem ognia oraz kanister z benzyną.

Torfowisk Karaska w gminie Myszyniec to jeden z przykładów rezerwatu bogatego w faunę i florę. Występuje tu unikatowa roślinność oraz zwierzęta. W tamtym okresie panowała susza, deszcz pojawiał się niezwykle rzadko. Taki stan to doskonałe warunki do rozprzestrzeniania się ognia. Torfowiska to obszary bardzo trudne w gaszeniu, strażacy mimo ogromnego wysiłku nie są w stanie zapanować nad zmiennym żywiołem. Dowodem tej tezy był pożar, który w ciągu dwóch dni bezustannej walki strawił prawie 18 hektarów chronionego torfowiska. Straty te są praktycznie nieodwracalne, głównie dla środowiska, nie wspominając o ogromnych kosztach akcji gaśniczej. Ogień pojawił się w pamiętny dzień 1 września, kiedy to nad ranem w okolicach godziny 5:30 zauważono pierwsze płomienie. Na miejscu pojawiło się początkowo 10 zastępów strażackich, niestety problemy miały się dopiero zacząć. Ogień szybko zmieniał kierunki i z opanowanego miejsca przenosił się w inne. Akcja dogaszania zmieniła się w regularną i nierówną walkę z żywiołem, na miejsce dojechało w sumie kilkadziesiąt jednostek z całego regionu. W akcji wzięły udział nawet samoloty gaśnicze, które zrzucały na torfowisko wodę. Sprawę utrudniały strażakom trudne warunki: silny porywisty wiatr, brak wody na miejscu oraz konieczność przenoszenia węży w inne rejony objęte ogniem.

W sumie w akcji gaśniczej wzięło udział 200 strażaków, wspieranych przez okolicznych leśników. Nie wiadomo ile dokładnie kosztowały działania gaśnicze, ale jeden lot samolotu zrzucającego na torfowisko wodę to koszt w granicach 7 tys. zł. Wielu mieszkańców okolicznych miejscowości widziało wielkie kłęby dymu widoczne nawet z kilkudziesięciu kilometrów. Dogaszony teren obserwowali leśnicy, którzy do samego końca obawiali się kolejnego pojawienia się ognia. Rozgrzany torf potrafi się tlić nawet przez kilka tygodni.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *